… czyli wcale nie idziemy na randkę lub jak kto woli to tylko spotkanie!

Jestem w wieku, kiedy parę moich znajomych jest w dłuższym związku, część już jest zaręczona, parę osób z dumą prezentuje obrączki, jednak reszta to single. Jeśli już się z kimś spotyka to nie na serio serio, bo mamy coś więcej do zrobienia, albo „z czasem zobaczymy”, albo “jeśli na pierwszym spotkaniu nie zaiskrzy (tak! Jeszcze istnieje iskrzenie, co zawsze skutkuje moim face palmem) to nie ma co się angażować”. No tak… Lepiej zajebać mordeczki co kilka dni, mieć odruch wymiotny na pary trzymające się za rękę i wyklinać głośno jeśli owe pary zaczynają wymianę płynów ustrojowych w miejscu publicznym. W sumie ciekawe jest zjawisko hipokryzji – moja dawna znajoma nie tylko bluzgała na zbyt bliskich dla siebie ludzi, ale wręcz z agresją potrafiła ich poganiać, wykrzykując, że do domu, a nie na ulicach zachciało się migdalić, a gdy tylko wybiła sobota sama migdaliła się z nieznajomymi w klubach, wymieniając się wszystkim prócz numeru telefonu i adresu, bo „to tylko jednorazowo” i oczywiście za każdym razem na kacu zarzekanie się, że to zdarzyło jej się ostatni raz, bo hipokrytką wcale nie jest. Mimo wszystko wracając do tematu rozważań to chyba nie lubimy mówić, że to randka może, żeby nie zapeszać, bo nuż coś może. Jednak przeanalizujmy możliwości — te najbardziej znane z filmów i innych baśni, które popkultura nam wpoiła jako coś co zrobić musimy.

Randka w kinie, czyli dyskretnie wyciągnij popcorn z przestrzeni między zębowych.

Wybór filmu – byle nie polskie. No jakoś nie przepadam, lubię Allena, ale wciąga mnie zawsze za bardzo i nie ma co ze mną gadać, nie oglądam horrorów, bo wstyd jaki znoszę, kiedy ludzie wytykają mnie palcami mówiąc –  to ta co tak piszczała – jest zbyt duży. Fantasy i sci-fi według mnie nie są atrakcyjne, więc ciężko jest na starcie wybrać cokolwiek, a nawet jeśli akurat wybierzemy, to pozostaje kwestia przekąsek. Popcorn, który ubóstwiam i jem zbyt szybko, do tego nie jem go na reklamach, bo to jak jeść w trakcie polsatowskich reklam. (mam zasady!) W dodatku nie dzielę się jedzeniem, więc randka w kinie odpada w przedbiegach.

Randka w restauracji, czyli nie wyjść na wiecznie nienajedzoną i alkoholiczkę.

Jestem miłośniczką restauracji, kultury jedzenia dobrze, kombinacji smaków, faktur, składników, eksperymentów oraz tradycyjnych potraw. Fanką dobrych win i piw, do tego Polką. Wyjście ze mną wiąże się zbyt entuzjastycznym przeglądem karty, długiej i wyczerpującej rozmowy z kelnerem, wybraniem najlepszej opcji alko dla mnie, czyli piwko na start, woda na przepicie i danie główne – wino; obejrzenia talerza i potrawy z każdej strony, powąchaniem każdego składnika (mój facet na początku myślał, że wydaje mi się, że ktoś chce mnie otruć) i dziecięcym grymasem, kiedy jest niesmaczne, lub jeśli jest smaczne to pałaszowaniem (jak w przypadku popcornu) zbyt szybkim. Nie każdy lubi to oglądać i już sam rytuał może lekko odstraszyć.

A może byśmy tak najmilsza poszli się…przespacerować?

Na całe szczęście nie lubię spacerów, kilka razy mi je zaproponowano, więc jeśli ktoś już wychodzi z tą propozycją to plecak, piwko … Jednym słowem piknik lub biwak, bo brzmi bardziej dziarsko, a jeśli już jest piwko i to nie jako aperitif to według mnie żadnego w tym romantyzmu, a nawet tak bardzo realistycznie, rzeczywiście, twardo się stąpa po ziemi, co by nie za bardzo stworzyć pianę w butelkach, lub jak bieda to w puszkach. Nie wspominam o komarach, które jak już ugryzą, to zawsze się człowiek zastanawia czy można się drapać, a jak już się drapniemy to, żeby nie wyglądało to na pchły, wszy czy inne robactwo… Takim sposobem kolejna opcja odpadła.

Nie wiem co jeszcze zostało, ale obalę z łatwością.
Randki chyba nie są kiczem tylko dla ludzi w związkach lub dobrych przyjaciół, którzy już dobrze się znają i wiedzą, że nie podzielimy się popcornem, mamy za ciężkie tyłki na spacery i nawet zamawianie jedzenia do domu jest atrakcyjne, jeśli dzielisz się nim z tymi, których choć trochę lubisz, żeby nie powiedzieć już, że kochasz. Więc dlatego na następną randkę wybiorę się z moją siostrą, która wybrzydza bardziej niż ja, bo o ile ja mam tylko jakieś rytuałki i zasady, o tyle ona jest wegetarianką. Polecam nieogarniętego kelnera do wegetarian, ubaw po pachy 😛

Hucpa