Jak cienka jest granica między malkontenctwem a dbałością o ekonomię? Ostatnio obserwuję dość dziwny trend w komentarzach dotyczących wydawania środków z miejskich budżetów. Jednorożec w tle nie jest przypadkowy, ale o tym za chwilę.

“Twoje miasto rozrasta się i prosperuje” chwalił narrator w grze ekonomicznej Anno 1602. Kiedy jednak prawdziwe miasta wprowadzają nowe atrakcje, często spotyka się to z komentarzami typu: “Nie ma ważniejszych wydatków?” “Czy to na pewno potrzebne?” “Nie macie co robić z pieniędzmi?” Wszystko co nie jest załataniem dziury w jezdni traktuje się jako niepotrzebną fanaberię, a może niesłusznie? Może warto rozważyć zależność między atrakcyjnością miasta dla turystów a jego rozwojem? Zastanowić się jakie korzyści mogą płynąć z popularności pewnych miejskich stref? Wreszcie należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy miasto ma stanowić jedynie pragmatyczną przestrzeń o charakterze czysto funkcjonalnym, czy może przestrzeń do życia, w której mieszka się przyjemnie, a czas wolny można spędzać na wiele różnych sposobów?

Nie mówię tutaj o oczywistych przypadkach, w których udowodniono jakiś rodzaj przekrętu, ani o zdjęciach ścieżek rowerowych o długości 3 metrów, bo zdarzają się sytuacje, które faktycznie należy piętnować. Gusta architektoniczne też bywają różne. Ot choćby łódzka wiata przesiadkowa zajęła piąte miejsce w konkursie na najgorszą realizację architektoniczną roku 2015r. co wiele osób (w tym ja) uznaje za nieporozumienie, bo tzw. stajnia jednorożców wygląda świetnie.

Historia sporów o stajnie ma właśnie swój dalszy ciąg, który zainspirował mnie do tego artykułu. Otóż wkrótce w okolicy kolorowego przystanku ma powstać pomnik jednorożców. Nie brakuje komentarzy od oburzonych osób, które pytają dlaczego miasto marnotrawi ich podatki na takie projekty. W kontekście tego, że jednorożce wygrały jako jeden z projektów zgłoszonych w budżecie obywatelskim pytanie wydaje się śmieszne, nie jest to jednak jedyny przypadek, kiedy słychać głosy… No właśnie czyje? Mi się zdaje, że zwyczajnych malkontentów. Zwłaszcza jeżeli zerkniemy na informacje dot. rozległości terenu miasta, który ma zostać poddany modernizacji.

Wątpliwą jakość argumentacji tego typu krytyków można szybko wykryć. Odwołują się oni bowiem nie tylko do problemów miejskiej przestrzeni (Wyrażonych często fachową nomenklaturą czyli: „Syf, kiła i mogiła”) ale też do tego, że „Ludzie nie mają co jeść” i „Bieda aż piszczy” co pozwala podejrzewać, że ich opinia dot. dysponowania środkami z budżetu miasta jest zależna od objętości ich lodówki i tego czy mają na nowe auto.

Nie jestem planistą miejskim ani ekonomistą z wykształcenia, nie jest to również moje hobby, ale czy na każdą inicjatywę należy z góry reagować sceptycyzmem i odwoływać się do “ważniejszych spraw miasta”, które często realizowane są z innych środków i w ramach dużo mniej medialnych inicjatyw?

Zostawiam Was z tymi pytaniami, bo ja na przekór malkontentom jestem zadowolony z tego, jak rozwija się moje miasto i przypominam też, że jednorożce są super.

Bądźcie weseli, Huncwot

Post Scriptum:

Żeby nie było, że jak bez źródeł, to tutaj macie informacje o stajni jednorożców w niechlubnym zestawieniu.

http://www.bryla.pl/bryla/56,150722,19728422,v-miejsce-lodzie-przesiadkowo-czyli-stajnia-jednorozcow,,5.html